Wrocławski Teatr Polski podtrzymuje świetną tradycję prezentowania komedii bawiących publiczność. Wszak każdy spragniony jest obejrzenia dobrej komedii z równie dobrym aktorstwem. „Czarna komedia” Petera Shaffera w Teatrze Polskim spełnia w zupełności te wymagania. I to z nadwyżką!
Bardzo dobrze składa się, że nowa dyrekcja Teatru Polskiego, postanowiła włączyć do repertuaru „Czarną komedię”. Nie bez powodu, przecież spektakle „Mayday”, „Okno na parlament” „Kasta la vista” cieszą się wciąż niesłabnącym powodzeniem. „Czarna komedia” z pewnością dołączy do tego zestawu. Skąd taka pewność? Na zwykłym (nie premierowym) spektaklu, publiczność oklaskiwała aktorów na stojąco!
W spektaklu tym wszystko może się podobać. Fabuła, która opowiada o młodym, ale ubogim rzeźbiarzu imieniem Brindsley Miller. Staje on przed szansą na sprzedaż jednej ze swoich prac bogatemu Georgowi Bambergerowi, kolekcjonerowi dzieł sztuki. Wraz z narzeczona Carol Meleket przygotowują się do jego wizyty. W tym samym czasie zjawia się w jego mieszkaniu pułkownik Meleket, ojciec Carol. Chcąc dobrze wypaść przed jednym i drugim Brindsley wypożycza od sąsiada Harolda Gorringe’a wysokiej klasy meble oraz zabytkowy posążek Buddy. Do tego następuje awaria korków w mieszkaniu Brindsleya i zaczyna się spiętrzanie przezabawnych sytuacji. Do tego wszystkiego pojawia się była narzeczona Lea.
Mimo programowego braku reżysera, zespól znakomicie poradził sobie z niełatwą komediową materią. Wszak granie takiego spektaklu wymaga dużej precyzji, a przy tym zespołowego podejścia. Dodatkową trudnością było tu odwrócenie sytuacji: to co rozgrywa się w ciemnościach widzimy w pełnym świetle, choć aktorzy grają tak, jakby byli w ciemnościach. Bardzo funkcjonalną scenografię przygotowała Karolina Strażyńska, kostiumy z epoki są dziełem Poli Gomółki, choreografię (bardzo istotną w tym spektaklu) przygotowała Aleksandra Błażejczyk. Reżyseria światła – także znacząca w jej odwrotności ciemności, przygotowali Paweł Olszewski i Mikołaj Pływacz,
Cały zespól aktorski zasługuje tu na wyrazy uznania: Błażej Michalski – Brindsley Miller gra brawurowo, ale z nerwem i wyczuciem, podobnie jak Beata Śliwińska – Carol Melkett, wpadająca wciąż w przezabawne sytuacje (zdj. Mikołaj Pływacz). Takich ról jest więcej w tym spektaklu, Agata Skowrońska – Panna Furnival, rozbawia publiczność do łez. Jej ewolucje wymagają dużej sprawności fizycznej. Odpowiednio drapieżna i przebiegła jest Marika Klarman-Gisman – Clea. Pozostałe role są także świetnie wycyzelowane. Marian Czerski – Pułkownik Melkett to wojskowy służbista, rozmawiający językiem wojskowych komend. Równie przezabawni są Krzysztof Kuliński – Harold Gorringe, Andrzej Gałła -Schuppanzigh i grający niewielką, ale wyrazistą rolę Marcin Rogoziński – Georg Bamberger.
Finałowe brawa, wyraźnie pokazują czego chce publiczność – dobrej zabawy w świetnym wykonaniu. Pozostaje mi jedynie gorąco polecić ten spektakl. Trzeba go koniecznie zobaczyć, dobra zabawa murowana!
tom
Peter Shaffer, Czarna komedia. Przekład Małgorzata Semil, scenografia Karolina Strażyńska, kostiumy Pola Gomółka, choreografia Aleksandra Błażejczyk,
reżyseria światła Paweł Olszewski, Mikołaj Pływacz, konsultacje scen intymnych Martyna Czarnecka. Teatr Polski we Wrocławiu. Premiera 10 kwietnia 2026r.
